W imieniu Polski Podziemnej…
Tymi słowami komórki likwidacyjne Armii Krajowej w okupowanej Polsce podczas II wojny światowej rozpoczynały odczytywanie wyroków na zdrajcach Ojczyzny i agentach Gestapo.
W naszym dziale Muzeum poświęconym polskiemu ruchowi oporu można podziwiać od niedawna nowy eksponat. Jest nim miniaturowy aparat fotograficzny Mini-Fex. Darczyńcą jest działacz Muzeum Historyczno-Wojskowego Mirosław Kochanowski. Należał on do jego ojca Tadeusza Kochanowskiego, który przed wojną był uczniem szkoły, w której mieści się nasze Muzeum, czyli Państwowego Gimnazjum Męskiego im. M. Kopernika w Toruniu. Szerzej o naszym absolwencie napiszemy w kolejnym artykule, teraz tylko kilka istotnych faktów.
Po wybuchu II wojny światowej we wrześniu 1939 r. Tadeusz Kochanowski wraz z rodzicami i rodzeństwem ewakuowali się z Torunia parostatkiem „Bałtyk” do Warszawy. Do Torunia rodzina Kochanowskich powróciła 17 października 1939 r. Nazajutrz rano wraz z ojcem został przez Niemców aresztowany i przewieziony do Fortu VII. Dnia 31 stycznia 1940 roku udało im się wyjść z fortu. Kochanowscy otrzymali nakaz opuszczenia Pomorza. Pod koniec lutego 1940 r. Niemcy wyeksmitowali ich z mieszkania pozwalając zabrać jedynie 5 kilogramów rzeczy na osobę. Udali się do rodziny zamieszkałej w Lubartowie koło Lublina na terenie Generalnej Guberni. Tadeusz podjął pracę w Powiatowej Spółdzielni Rolniczo-Handlowej „Rolnik”. Tam też nawiązał kontakt z organizacją podziemną Związek Walki Zbrojnej/Armią Krajową. Złożył przysięgę i podjął pracę konspiracyjną. Dwukrotnie na skutek donosów był więziony w siedzibie Gestapo na Zamku w Lublinie, jednak udało mu się wyjść.
I tu zaczyna się historia naszego aparatu fotograficznego.
Tadeusz wraz z kolegami z AK dostali pewnego dnia rozkaz zlikwidowania groźnego agenta Gestapo. Po wnikliwej obserwacji postanowili urządzić na niego zasadzkę poza miastem. Wybrali zalesiony odcinek drogi wiodącej z Lubartowa do Lublina, gdy agent udawał się z informacjami do siedziby Gestapo. Wyrok wykonano. Tadeusz znalazł w kieszeni ofiary miniaturowy aparat fotograficzny, który wziął sobie na pamiątkę. Nim też wykonywał później zdjęcia kolegów „z lasu”, gdy m.in. 22 lipca 1944 r. rozpoczęli oni Akcję „Burza” w Lubartowie i wraz z przybyłymi partyzantami z 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej wyzwolili miasto…
Aparat Mini-Fex skonstruował Fritz Kaftanski. Wprowadzony został na rynek w 1932 roku. Był jednym z pierwszych subminiaturowych aparatów na świecie. Oprócz nabywców cywilnych wykorzystywany był przed wybuchem wojny oraz w jej trakcie do celów wywiadowczych przez Abwehrę i Gestapo. Agenci Abwehry używali go do tajnej dokumentacji instalacji wojskowych, map, planów fortyfikacji oraz okrętów wojennych wrogich państw. Mini-Fex mieścił się bez problemu w dłoni, kieszeni kamizelki lub mógł być wbudowany w przedmioty codziennego użytku, np. książki czy paczki. Gestapo natomiast wykorzystywało go do inwigilacji politycznej, rozpracowywania ruchu oporu i dokumentowania materiałów dowodowych. Pozwalał funkcjonariuszom na robienie zdjęć z ukrycia podczas spotkań operacyjnych, śledzenia podejrzanych na ulicach oraz szybkiego kopiowania znalezionych w czasie rewizji nielegalnych ulotek, listów czy radiostacji.
Dzięki swoim mikroskopijnym rozmiarom, zaawansowanej optyce i charakterystycznej okrągłej migawce dominującej na przedzie obudowy, stał się prekursorem nowoczesnej fotografii szpiegowskiej.
/źródło: zasoby Internetu/
