Pamiętnik z Powstania

Już za kilka dni obchodzić będziemy 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Muzeum nasze tradycyjnie już przygotowuje z tej okazji wiele wydarzeń o różnym charakterze. Dzisiaj możemy dumnie zameldować, że udało się zakończyć odczytywanie znalezionego na strychu przez rodzinę naszej wolontariuszki pamiętnika z Powstania Warszawskiego. Należał on do prababci Natalii Kosobuckiej z I Liceum Ogólnokształcącego im. M. Kopernika w Toruniu.

Notatki zostały sporządzone na 57 stronach pamiętnika w warunkach powstańczych, więc odczytanie ich było nie lada wyzwaniem. W pierwszy etap tej akcji zaangażowani byli wszyscy uczniowie z klasy Natalii. Ostatecznego przepisania wspomnień w Wordzie, korekty i rozszyfrowywania stosowanych przez autorkę zwrotów i nazw podjęli się działacze MHW.

Autorką pamiętnika była Janina Kosobucka z domu Osiecka, ur. 21.08.1922 w Warszawie. Tak oto przedstawiała swoje wojenne losy na jednym z dokumentów, które posiadamy:

„ …Od kwietnia 1940 r. brałam czynny udział w pracy wojskowo-konspiracyjnej Związku Walki Zbrojnej na terenie Warszawy – Praga Północ do Powstania włącznie. Podlegałam bezpośrednio przełożonej grupy pani Zofii Lasoń, pseudonim „Zasada”. Nadany miałam pseudonim „Rubid”. Przechodziłam tajne przeszkolenia z dziedziny anatomii i pielęgniarstwa, obchodzenia się z bronią, odbywałam tajne praktyki w Szpitalu Maltańskim w Warszawie. Pełniłam służbę łączniczki, powierzono mi zadanie przenoszenia broni i amunicji na wyznaczone punkty. Brałam udział w kolportowaniu prasy konspiracyjnej. Ostatnie zadanie spełniłam stawiając się na wezwanie mobilizacyjne w pełnej gotowości bojowej w chwili wybuchu Powstania Warszawskiego, to jest w rejonie Zgrupowania Grochów-Praga, ul. Mlądzka – pełniąc funkcję sanitariuszki-łączniczki. Po upadku Powstania zostałam zdemobilizowana, z trudem przedostawałam się do domu po wkroczeniu wojsk polskich i radzieckich na Pragę. Pracowałam jeszcze nadal na punkcie sanitarnym przy ul. Jagiellońskiej, pod ogromnym ostrzałem przenosząc rannych do Szpitala Przemienienia Pańskiego. Wisła dzieliła nas tylko od wroga. W trudnych i rozpaczliwych chwilach doczekałam się wyzwolenia Warszawy…”.

1 sierpnia 1944, wtorek

Dzień był ponury i deszczowy, ta bezczynność, która trwa od tygodnia znudziła. My wybrałyśmy się z sąsiadką na Bródno po kartofle. W pobliżu ul. 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej słychać było strzelaninę, natknęłyśmy się na zabitego mężczyznę, ludzie po drodze mówili, że nie ma po co iść, strzelają i zabierają na okopy. Wróciłyśmy się do domu, czułam dziwny niepokój, o godzinie drugiej wpada Pani Zofia, żeby się natychmiast ubierać ze wszystkim na punkt, a przed tym zawiadomić wszystkie panie. W domu nie było nikogo. Wzięłam co było pod ręką: żywność, torbę sanitarną itp. Zaniosłam do Pani Zofii. Zawiadomiłam resztę pań i biegiem do domu po resztę rzeczy. W domu lament z powodu, że ja idę.

Powylatywały szyby przed chwilą, nie wiadomo skąd upadł granat. Pożegnałam się z bliskimi i wyruszyłam. U Pani Zofii już nie było nikogo. Poczekałam na Hankę, wyruszyłyśmy w drogę. Już na ul. Wileńskiej zastała nas strzelanina. Zorientowałyśmy się, że walki uliczne zaczęły się. Spotkałam brata, mówi nam, że już przez most nie można przejść. Odprowadził nas do ul. Ząbkowskiej, bo dalej już nie było możliwe. Kanonada coraz większa. Szłyśmy pod strachem, w takim ogniu nigdy nie byłam. Żegnałyśmy się z życiem, cud będzie jak dojdziemy…